Mała Fatra: Wielki Rozsutec (1610 m.n.p.m.) – 16.08.2013

28 Moje ulubione góry – słowacka Mała Fatra. Byłem tam wielokrotnie jednak na Wielkim Rozsutcu po raz pierwszy. Najwyższym szczytem jest Wielki Krywań, ale najpiękniejszymi jest para skalistych Rozsutców. Naszą małofatrzańską przygodę na wstępie uatrakcyjniamy wyjazdem kolejką gondolową z chaty Vratna na Snilowską Przełęcz. Po śniadaniu na werandzie górnej stacji kolejki podziwiając widoki ruszamy na szlak. Pierwszym smakowitym szczytem jest Chleb i zgodnie z nazwą nasycił nas wspaniałymi widokami, szczególnie w kierunku niezliczonych pagórków Wielkiej Fatry. Cały czas podziwiamy florę późnego lata. Moją uwagę zwraca fioletowe drobne kwiaty goryczki wczesnej przeplatane białym dziewięciornikiem błotnym.

Idziemy dalej przez bardzo widokowe Steny i na rozwidleniu Południowego Grunia skręcamy w prawo, schodząc pod piramidę Stoha, którą obchodzimy leśnym trawersem na Przełęcz Miedziholie. I tu po krótkim odpoczynku decydujemy zdobyć nasz cel. Początkowo leśny szlak spacerowo doprowadza na kolejną polanę i tu kończą się żarty. Szlak coraz bardziej stromy z usypistym żwirkiem skutecznie utrudnia wyjście pojawiają się ścianki i ręce zaczynają być równie pomocne co nogi. Kolejne skalne ścianki i kominki ubezpieczone są łańcuchami i klamrami (taka mini „Orla Perć”) skalny Rozsutec nagradza nasz wysiłek wspaniałymi widokami. Rozsiadamy się na dłużej by nasycić zmysły tymi cudami natury. Schodzimy ze szczytu wygodną ścieżką na przełęcz Miedzirozsutce i po chwilach niepewności z naszą Marcinowa zgubą schodzimy do miejscowości Stefanowa. Po drodze następne drabinkowe i łańcuchowe atrakcje – Horne Diery.

W Stefanowej, pod chmurką stylowej karczmy raczymy się kto może pienistym napojem. Zdecydowani i pogodzeni z losem, ruszamy do parkingu pod Chatą Vratną czeka nas ok. godzinny asfaltowy marsz. I tuż za rogiem miła niespodzianka, nazywa się to czasami darem losu. Na przystanek podjeżdża ostatni autobus, który za 60 eurocentów zawozi nas do naszego autka. Kolejny raz na Słowacji doznajemy istnego cudu. Fizycznie zmęczeni w miłych nastrojach wracamy do domu (ok. 200km) z nadzieją na kolejną wyprawę…może nasze Tatry czy Bieszczady??? Były emocje, były przygody ale…

…ale o to chodzi!!!

Zapraszam do galerii fotografii i do zobaczenia na szlaku!

Komentowano: 1 raz

  • jurek196


    September 4, 2013 11:19:01

    kochany Januszu, wiesz na pewno, ze wyrazanie zachwytu jest rzecza najtrudniejszą. kilkanaście przymiotników i tyle. ja czuje w twoich fotografiach bliskość spojrzenia, ja nie umiałbym twoich prac kadrować powtórnie, są idealne, matejkowskie. ze słowami szacunku, przyjaźni i uwielbienia jurek urban jr

Dodaj swój komentarz:

*e-mail nie będzie publikowany.