Moje Tatry: Przełęcz Krzyżne (2112 m n.p.m) – Tatry Wysokie 1.08.2012 r.

65 Muszę na wstępie zaznaczyć, że Tatry w tym dniu planowane nie były. Miały być Trzy Korony lub często odwiedzany Wysoki Wierch w Małych Pieninach. Decyzja zapadła na Przełęczy Vabec nad Sarą Lubownią. Zobaczyłem Tatry i znów zatęskniłem. Wybierając się w nasze tatry, z zamierzeniem parkowania w Palenicy Bialczańskiej często korzystam z przejazdu tranzytowego przez Słowację. Z Nowego Sącza wyjeżdżam  w kierunku Chełmca i przez nową obwodnicę i most św. Kingi na Dunajcu kieruję się do Piwnicznej i byłego przejścia granicznego w Mniszku. W Starej Lubowni należy skręcić w prawo na Poprad a w Spiskiej Białej na Łysą Polanę i w lewo na parking. Po drodze mijamy wspomnianą Przełęcz Vabec, miejsce szczególnie piękne widokowo, godne polecenia na sesję fotograficzną, watro się zatrzymać by podziwiać Tatry i Góry Lawockie ponad Starą Lubownią. Dla kontrastu estetycznego, chwilę później mijamy z lewej strony szpetne i nie bardzo pachnące wysypisko śmieci z perełką architektoniczną w tle. Mam na myśli wspaniały obiekt zamku w Starej Lubowni, polecam do zwiedzenia.

Piękny poranek zatrzymał mnie w miejscowości Zdziar pod Tatrami Bielskimi, a następnie w Tatrzńskiej Jaworinie. Efektem krótkiego  spaceru są zdjęcia pachnące ziołami i świeżym sianem, we wspaniałym otoczeniem tatrzańskich szczytów. Początkowa wędrówka to „przecieranie asfaltu” czerwonym szlakiem w stronę Morskiego Oka, aż do rozwidlenia przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Tu zaczyna się zielono znakowany szlak Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów. W ciekawym świetle ukazują się kolejne atrakcje. Tajemniczy cienisty las, spieniony potok Roztoka, wyobraźnia nasuwa baśniowe skojarzenia. Szlak wiedzie fragmentami przez leśne cmentarzysko smrekowych kikutów. W barwnym otoczeniu na tle potoku ukazuje się sylwetka Koziego Wierchu i grzebyczek „orlej perci”. Bogato prezentuje się szata roślinna. W leśnym poszyciu wśród kosodrzewiny i traw dominują paprocie. Ponad żółtymi kwiatami dziurawca pracowicie uwijają się hałaśliwe owady.

Brzegi strumienia wypełnia zieleń a na różowo plami wierzbówka kiprzyca i modrzyk, na żółto starzec górski i gajowy. Dla mnie „kolorysty” to istny raj dla oczu i uczta dla ducha. Na dłużej zatrzymuje mnie Wielka Siklawa, największy tatrzański wodospad. Spadająca z wielkim szumem woda tworzy mgiełkę, która daje orzeźwienie po trudach letniej wędrówki. Tu można doświadczyć potęgi natury i dziękować stwórcy za tak osobliwe dzieło. Do schroniska można dotrzeć stąd w kilkanaście minut, ja tym razem go mijam i żółtym szlakiem wspinam się na Krzyżne. Początkowo szlak łagodnie trawersuje zbocza Koziego Wierchu i biegnie na skraju Buczynowej Dolinki, następnie prowadzi stromymi zakosami usypistymi piargami i skałkami pod Buczynowymi Turniami.

Z góry dokładnie widać całą strukturę Doliny Roztoki, Wielką Siklawę, Wielki i Mały Staw z budynkiem schroniska. W skalistej scenerii, na tej wysokości  zaskakuje różnorodność tatrzańskich roślinek. Cieszą oczy kolorowe kępki brodawnika, dzwonka wąskolistnego, bodziszka leśnego, pojawia się też bniec czerwony. Ponad  Krzyżnym rozciąga się trawiasta polana Waksmundzkiego Wierchu a z niej można podziwiać rozlegle widoki na grań Wołoszynów ( dawna kontynuacja „orlej perci ), przepaścistych Buczynowych Turni z sylwetkami „ludzików” a także wgląd  w trzy doliny: Pięciu Stawów, Pańszczycę i Waksmundzką . Światło stłumione przez chmurzyska potęguje dzikość tego miejsca. Trochę kusi „Orla Perć” na Granaty ale zwycięża zdrowy rozsądek. Byłem, widziałem i przeżyłem ale to było się 10 lat młodszym!

Zejście do Doliny Pańszczycy dostarcza emocji. Szlak jest mocno rozdeptany i „ucieka” spod nóg. Jest też ścianka skałkowa z łańcuchem. Dalej już łatwo i wygodnie po głazach i trawkach. Otoczenie Pańszczycy i sama dolina w tym świetle sprawia ponure wrażenia cmentarzyska skał. Nawet napotkana kozica była jakby smutna i zniechęcona. Za Czerwonym Stawkiem od żóltego odchodzi krótki łącznikowy czarny szlak do zielonego między Halą Gąsienicową a Równią Waksmundzką. Te ok. 15 min. to przedzieranie się w gąszczu kosodrzewiny z butami w wodzie po kostki. Dalej leśna miejscami szeroka ścieżka z wystającymi korzeniami, które zmuszają do wysiłku. Po wyjściu z lasu nagrodą jest kolorowa polana pełna kwiatów i pachnących ziół. Zwraca moją uwagę nieznana kwitnąca roślina jak się okazało z ciekawą nazwą: jarzmianka większa oraz żółte skupiska naparstnicy.

Z Równi Waksmundzkiej „parę” kroków i witają mnie urocze skałki Gęsiej Szyi. Niewysoki reglowy szczyt i bliska Rusinowa Polana, tak łatwo dostępne słyną ze wspaniałych widoków na Tatry Wysokie i Bielskie. Uroczo w tej tonacji i klimacie prezentuje się Dolina Białej Wody i jej skaliste otoczenie. Mocno zmęczony ale odprężony i pełen wrażeń zasiadam za kierownicą. Ciekaw jestem jak długo wytrzymam bez moich Tatr. Chyba niedługo!!!

Komentowano: 2 razy

  • Upendra


    March 22, 2013 05:48:17

    Děkuji za pěkne9 komente1ře, za placvhoy. Už jsem se vre1til. Teda už zase jsem se vre1til.Převoznedk to uste1l a neodrazil. Přene1dhernfd vedkend byl v Tatre1ch, bude povedde1ned a fotografie

  • Philipp


    August 18, 2016 18:58:29

    Bardzo ciekawy post, dobrze coś takiego poczytać.
    Dzięki za cenne sugestie. zdjęcia artystyczne na wesele to również ważny temat nad którym warto się zastanowić.
    Chętnie pomogę go rozwikłać 🙂 Pozdrawiam

Dodaj swój komentarz:

*e-mail nie będzie publikowany.