Moje Tatry: Siwy Wierch (Sivý vrch, 1805 m n.p.m) – 19.07.2012

28 Na kolejną letnią wycieczkę wybraliśmy pierwszy od zachodu tatrzański szczyt Siwy Wierch. Na szczyt wychodziłem kilka lat wcześniej, od Jałowca przez Babki i Ostrą. Po przeczytaniu opisów szlaku przez Białą Skałę chciałem go zobaczyć osobiście.

Startujemy z przełęczy Huciańskiej ok. 6:00. W miejscu tym nie ma parkingu, samochód można zostawić na wolnym placu przy drodze bocznej do Huty (od Zuberca ok. 8 km w kierunku na Liptowski Mikulasz). Początkowy odcinek to dość mozolne przejście zniszczoną przez zwózkę drewna leśna drogę. Pierwszy odpoczynek, kawę pijemy w leśnej wiacie.
Po wyjściu z lasu odkrywają się coraz piękniejsze widoki. Krajobraz szokuje białymi wapiennymi formami skalnymi, przeplatanymi kępami kosodrzewiny. Otoczenie szlaku to tajemniczy ogród z unikalnymi kwitnącymi roślinami. Zachwyca oryginalnością formy i barwą niebielistka trwała, bniec czerwony, szafirowa zerwa kulista czy osobliwość miejscowa goździk kropkowany. To istny raj dla miłośników tatrzańskiej flory. Brakuje tyko, dla mnie fotografującego, dobrego światła. Szlak dalej wije się pośród labiryntu skał, przechodzi przez kolejne wrótka i skalne kominki ubezpieczone łańcuchami (niewielkie trudności).

Na szczycie jesteśmy ok. 9:00, podziwiamy widoki i posilamy się nieco. Czasu mamy dużo więc decydujemy się zdobyć jeszcze Brestową. Zejście na przełęcz Palenicę dostarcza pewnych emocji, na szlaku spotykamy „gąsienicową turystkę” i kępy ciemiężycy zielonej. Zaskakuje kontrast zielonych trawiastych zboczy wiodących ku Brestowej ze skalistą scenerią Siwego Wierchu. Cały czas towarzyszy nam przeraźliwy wiatr i szczyt Brestowej osiągamy z pewnym zmęczeniem. Kusi dalsza wędrówka na tak bliskie Salatyny. Niepokojąco wyglądają coraz to ciemniejsze chmury snujące się gdzieś nad Siwym Wierchem i Choczanskimi Wierchami. Rozsądek zwycięża, wracamy z powrotem na przełęcz Palenicę. Stąd po krótkim odpoczynku schodzimy żółtym szlakiem do Zuberca. Komfortowa ścieżka godna polecenia zwłaszcza przy schodzeniu dla zmęczonych nóg.

W pobliżu Zuberca już na drodze asfaltowej dogania nas burza, tępo marszu sięga zenitu i nagle z zarośli wyłania się zabudowa zwana cywilizacją. W momencie gdy burza częstuje nas gradem osiągamy budynek stylowej karczmy. Rozsiadamy się wygonie i racząc się czym kto może obserwujemy przez okna prawdziwą nawałnicę! W tym momencie doceniamy w pełni decyzję o szybkim opuszczeniu szczytu Brestowej.

Gdy burza nieco ostygła zostawiamy w lokalu przy kawie i koniaczku nasze Panie i z kolegą zostawiwszy plecaki zaopatrzeni w pelerynki udajemy się do Zuberca. Mamy nadzieję dostać się na przełęcz Huciańką po samochód. Burza rozszalała się ponownie a my stoimy w centrum i bezradnie machamy przejeżdżającym. Po 30 min. bezradności pojawia się skulona postać mieszkańca Zuberca. Po wyjaśnieniu sytuacji chętnie podwozi nas swoim niebieskim Peugotem na przełęcz. O zapłacie nie chce nawet słyszeć, jak twierdzi: najważniejsze byśmy byli zadowoleni z pobytu na Słowacji. Dziękujemy z całego serca i z tego miejsca i pozdrawiamy!

W drodze powrotnej raz jeszcze spoglądamy na góry, zauroczeni Doliną Rohacką pewnie wrócimy na Salatyny i Brestową by kontynuować przygodę na głównej tatrzańskiej grani.

Dodaj swój komentarz:

*e-mail nie będzie publikowany.